środa, 8 lutego 2017

Prolog

20 lipca 1985 roku, Aomori
                Mężczyzna o niezwykle ciemnych oczach przypatrywał się młodemu małżeństwu, które oczekiwało pierwszego potomka. Jego mroczne spojrzenie skierowane było na brzuch przyszłej matki. Obawiał się nienarodzonego dziecka, wiedział, że od niego zależą przyszłe losy świata. Był gotów poświęcić wszystko, by niemowlę zaczęło wypełniać misję, którą mu zaplanował.
                Nagle obok mężczyzny zmaterializowała się mroczna energia, a z niej wyłoniła się nastoletnia dziewczyna. Spokojnie podeszła bliżej domu i również przypatrzyła się przyszłej matce. Jej wzrok wydawał się szukać czegoś niezwykłego w obserwowanych ludziach, a usta wykrzywione w geście pogardy mówiły, że nie rozumie, dlaczego tak zwyczajna para jest aż tak istotna. W końcu skierowała niepewny i zlękniony wzrok na swojego towarzysza. Ich podobieństwo było uderzające, dziewczyna mogła uchodzić za damską i młodszą wersję ciemnowłosego mężczyzny. Tak samo nienaturalnie bladzi, oboje o długich, czarnych włosach, ciemnych, dużych oczach, wąskich ustach wykrzywionych w geście pogardy i o aroganckiej postawie.
                – To na pewno to dziecko, ojcze? – spytała dziewczyna niepewnym głosem.
                Mimo pogardliwego uśmiechu i pewnej postawy, reszta ciała zdradzała jej zdenerwowanie i lęk. Ewidentnie coś ją trapiło.
                – Tak, moja droga Kurai. Wyrocznia oznajmiła, że to dziecko będzie reinkarnacją pierwszego Władcy Żywiołów.
                Dziewczyna jeszcze raz spojrzała w stronę szczęśliwego małżeństwa. Tym razem jej twarz nie wyrażała niczego, zupełna pustka.
                – Jestem gotowa, ojcze – wyznała łamiącym się głosem, który w pewien sposób zaprzeczał jej własnym słowom.
                Mężczyzna popatrzył na nią z nieukrywaną dumą. Zza pazuchy wyjął sztylet ze złotą rękojeścią. Delikatnie, drżącą ręką przejechał  po ostrzu. Również był zdenerwowany. Bał się tego co nastąpi. Obawiał się, że ofiara jego córki pójdzie na marne, a on skaże ją na wieczność w otchłani. Z drugiej strony na szali znajdowało się przetrwanie wszystkich jego współbraci i sióstr. Demony musiały wygrać tą wojnę. Królestwo Cieni nie mogło zginąć. Wyciągnął rękę w stronę twarzy córki i delikatnie objął jej policzek,  głaszcząc go wierzchem kciuka. Niepewnie pociągnął jej drobne ciało w swoje ramiona i wtopił swoją twarz w jej czarne włosy.
                – Jestem z ciebie dumny, Kurai. Jesteś jedyną istotą, którą kocham. Nie zapomnij o tym. Będę na ciebie czekał – wyznał, mocniej ściskając rękojeść sztyletu.
                Wykonał zamach, a sztylet rozświetliła mroczna energia. Bez chwili zawahania wbił ostrze w plecy córki, nadal mocno ją obejmując. Trysnęła krew, a ciało konającej pochłonęło ciemne światło. Mężczyzna ostatni raz musnął wargami blade czoło swojego dziecka.
                – Też cię kocham – wychapała, po czym nabrała ostatniego, łapczywego oddechu i zamknęła oczy. Jej ciało bezwładnie spoczęło w ramionach ojca, który jeszcze mocniej objął już martwe zwłoki córki.
                Nagle dziewczyna zaczęła powoli znikać. Mężczyzna patrzył z ogromną radością na swoje dzieło. Już wiedział, że ta ofiara nie poszła na marne, że spotka swoją córeczkę, że ona żyje nowym życiem. W końcu po nastolatce pozostał tylko zakrwawiony sztylet i krew na rękach i ubraniach mężczyzny.
                Po chwili demon wstał na chwiejnych nogach, by znów zerknąć na małżeństwo. Z dozą czułości spojrzał na brzuch przyszłej matki. Miała się stać rodzicielką nie tylko Władcy Żywiołów, ale i jego córki.
                Powietrze jakby zgęstniało, mężczyzna znów wyczuł potężną energię. Spodziewał się przybycia tej osoby, była jedyną, która mogła mu przeszkodzić, obawiał się jej. Teraz Michiru Kusakabe musiała pogodzić się z porażką i bezsilnością. Spóźniła się, jej nadzieja umarła.
                – Jak mogłeś to zrobić, Damonie?! – rozległ się przeraźliwy, kobiecy krzyk.
                Mężczyzna odwrócił się w stronę kobiety, której obecności się spodziewał. Była taka jaką ją zapamiętał. Blada, prawie jak on, o czarnych, krótkich włosach, które teraz za sprawą jej energii, unosiły się niczym czarna aureola. Fioletowe oczy wydawały się jarzyć z gniewu, a małe usta były gotowe do wypowiedzenia wiązki przekleństw. Smukłe ciało opinała czarna, długa sukienka, która podkreślała seksowny wygląd jej właścicielki.
                – To dziecko spełni swoją misję – warknął demon.
                – Dla chorej ambicji poświęciłeś jedyne dziecko! – krzyknęła Michiru.
                Przed nią zmaterializowały się różnobarwne sznury korali. Kobieta chwyciła czarne koraliki, które rozświetliły się ciemnym blaskiem. Damon chwycił się za głowę i upadł na kolana. Wydawało mu się, że jego ciało trawi ogień. Jeszcze nigdy nie poczuł na własnej skórze mocy tej medium. Z trudem zacisnął usta i nie wydobył ze swojego gardła okrzyku bólu. Próbował się jakoś osłonić przed furyoku kobiety, ale jego ciało wydawało mu się odmawiać posłuszeństwa. Mimo prób utrzymania się choć na kolanach, po chwili wił się w kałuży krwi własnej córki.
                Medium podeszła do niego wolno, nadal trzymając w ręku czarne korale. W końcu będąc już blisko mężczyzny przestała używać mocy. Demon był zbyt osłabiony, by wykonać choćby drobny ruch. W ostatnim, desperackim kroku chciał ugodzić medium wiązką mrocznej energii, ale przez osłabienie nie mógł nawet dobrze wycelować w kobietę. Michiru w końcu wyjęła z pochwy katanę męża i zbliżyła ją do serca Damona. On patrzył na nią z dumą, mimo swojej bezsilności. Może i to jego koniec, ale to on wygrał. Żałował tylko, że nie będzie mu dane znów spotkać córki. Medium przycisnęła ostrze do ciała mężczyzny, przeszywając je na wylot. Po chwili zwłoki demona obróciły się w proch, który uniósł delikatny wiatr.
                Kobieta ostatni raz spojrzała w miejsce, gdzie jeszcze niedawno znajdowało się ciało Damona. Jej mimika diametralnie się zmieniła, z gniewu w rozpacz. Owładnięta szlochem upadła na kolana. Wiedziała, że się spóźniła. Miała chronić Władcę Żywiołów, a przez nią stał się on narzędziem w rękach demonów. Nie mogła już pohamować łez, które od wieków czekały by wypłynąć.
                Nagle rozbłysło kolejne światło. Z niego wyłonił się przystojny mężczyzna o blond włosach i oczach tak zielonych jak wiosenna trawa. Od razu zauważył zrozpaczoną kobietę i zrozumiał co się stało. Podbiegł do Michiru i objął ją swoimi silnymi ramionami. Medium mocniej wtuliła się w umięśniony tors  nowoprzybyłego.
                – Za późno Takumi… Dziecko… Ono ma w sobie demona… Nie zdążyłam. Zawiedliśmy – wyrzuciła z siebie urywane słowa kobieta.
                Mężczyzna mocniej przytulił Michiru, delikatnie głaszcząc jej ciemne włosy. Sam był na siebie zły za tą chwilę nieuwagi, ale w odróżnieniu od medium miał jeszcze nadzieję. Wierzył, że nie wszystko stracone.
                – Cii, kochanie – uspokajał. – Może i nie wypędzimy demona z ciała dziecka, ale to nie oznacza końca. To reinkarnacja pierwszego Władcy Żywiołów, to o czymś świadczy. Dziecko będzie silne, da radę się oprzeć złu, nawet jeśli jest wewnątrz niego. Nie opuścimy go! Wyszkolimy i pomożemy jak tylko będziemy mogli – oznajmił pewnie.
                Nadal nie wypuszczał kobiety z ramion, ale jego wzrok już nie spoczywał na niej. Spoglądał z troską na brzuch przyszłej matki. Współczuł temu dziecku. Czekało go wiele bólu i cierpienia.


Komunikat i coś w rodzaju pierwszej notki xD

Witam!
Zawsze mówiłam, że nie zostawię tego bloga na zawsze, choć teraz nie było mnie bardzo długo :/ Czas to naprawić, ale zrobimy to trochę inaczej.
Po pierwsze nie mogę patrzeć na moje posty, zwłaszcza te pierwsze :) Może nie piszę o wiele lepiej, ale choć trochę chciałabym to naprawić, dlatego zaczynam od nowa. Główne opowiadanie będzie przeze mnie pisane od początku :)
Miniaturek nie tykam, choć niektóre to... szkoda gadać xD
Więc zaczynamy, mam nadzieję, że jeszcze znajdzie się osoba chętna do czytania :)
Proszę o jakiekolwiek komentarze :)
Teraz zapraszam na coś w rodzaju legendy :)


***
                Czas jest pojęciem względnym. Dla każdego ma różne znaczenie i płynie inaczej. Czasy, w których toczy się ta historia, przez ludzi nazywane są starożytnością. To wtedy kwitła kultura, nauka i sztuka. Był to również okres harmonii, ale i brutalności, sadyzmu. Mimo to ludzie potrafili zjednoczyć się z szamanami, doceniali ich dar, korzystali z mądrości jaką posiadali. Pomiędzy tymi grupami nie było zawiści, niechęci, wręcz przeciwnie, istniała nić porozumienia.
                W tych złotych wiekach żył człowiek o niezwykłej mocy pięciu żywiołów. Swoją potęgę zawdzięczał Duchom Żywiołów, powołanych do istnienia przez Króla Duchów. Jego szczególną rolą stała się opieka nad ludzkością podczas oczekiwania na wybór nowego Króla Szamanów. Ów szaman przyjął swoją misję z należytą pokorą i sercem. Stał się Prometeuszem dla ludzi, był jak ojciec, który prowadzi wystraszone dziecko przez ciemny las. Służył ludzkości radą i mocą, którą wykorzystywał, by pomóc każdemu, kto go potrzebował.
                Swoim postępowaniem zwrócił uwagę piekieł. Sam Lucyfer zapragnął jego mocy. Osamotniony Władca Żywiołów musiał sam stoczyć walkę na śmierć i życie. By uratować ludzkość, którą tak bardzo pokochał, poświęcił wszystko. Złożył w ofierze własne życie, pieczętując Lucyfera w najciemniejszych otchłaniach piekła.
                Mroczne czasy nadeszły wraz z jego śmiercią. Szamani przestali bratać się z ludźmi. Pomiędzy nimi wybuchła wojna, którą zakończył następca Władcy Żywiołów. Jednak złoty wiek już nigdy nie wrócił, szamani powoli znikali z kartek ludzkiej historii, stali się częścią mitologii, o której powoli zapomniano.
                Nowi Władcy Żywiołów byli kolejnymi strażnikami ładu, czekali na reinkarnację swojego wielkiego praojca, który ponownie miał się zmierzyć z diabłem. Oczekiwano go z bojaźnią, gdyż przepowiednia głosiła: I narodzi się znowu ten, któremu Król Duchów bratem, a żywioły siostrami i wtedy mrok zawładnie światłem lub światło rozjaśni mrok.